W sztuce światowej nigdy nie brakowało tematów i inspiracji. Tych najczęściej dostarczało samo życie – już najstarsi twórcy niewprawną ręką kreślili na ścianach jaskiń w Altamirze i Lascaux sceny polowań na zwierzęta, które dla ich lokatorów były jedyną szansą na przetrwanie.
Wczesny grecki antyk (VIII–VI w. p.n.e.) celował w tematykę nagiego ludzkiego ciała, początkowo męskiego (posągi młodzieńców – kurosów), a dopiero potem – jako „bardziej wstydliwego” – ciała kobiecego.
Z czasem ciała te, odziane w odpowiednie dla ich pozycji społecznej stroje, przestały być bezimienne. W Rzymie czy helleńskiej Grecji z zaskakująco dużą dbałością o detal (fryzury, zmarszczki, niedostatki urody) portretowano rzesze oficjeli, wodzów i ich rodzin. Ówcześni twórcy uznawali jednak, że rzymskiemu konsulowi czy matronie z Antiochii nie przystoi okazywać stanów i emocji innych niż powaga i dostojeństwo, ewentualnie zaduma. Na takie słabości jak choćby ból zęba najwyraźniej szkoda było cennego marmuru lub ochry…
Średniowiecze (romanizm i gotyk) eksplorowało przede wszystkim tematykę religijną. Człowiek i jego sprawy schodziły na dalszy plan, a jeśli w ogóle się pojawiały, to najczęściej w kontekście zbawienia wiecznego (bądź jego utraty).
Począwszy jednak od wieków XV–XVI sztuka zaczęła stopniowo schodzić z piedestału. Po części zawdzięczamy to renesansowi, który dostrzegł, że w orbicie zainteresowań człowieka są nie tylko kwestie natury teologicznej. Z drugiej strony znaczny w tym udział miały Niderlandy – najzamożniejszy skrawek Europy XVI, a zwłaszcza XVII wieku – gdzie nawet kupcy i mieszczanie mogli pozwolić sobie na ozdabianie swoich domów dziełami sztuki. Gdy ta trafiła „pod strzechy” (w tym wypadku raczej dachy misternie zdobionych manierystycznych kamienic – vide „Weź na ząb: Antwerpia”), zmieniła się także tematyka powstających dzieł. Bo w sztuce – podobnie jak we współczesnej stomatologii – działało prawo rynku. To klient decydował, co ma znaleźć się na obrazku, co powinno być jego tematem. W połowie obrana cytryna pojawiła się obok weneckiego kielicha z niedopitym trunkiem i bezwładnie wiszącego, dopiero co upolowanego zająca. Wizerunek pokutujących grzeszników zastąpiły scenki z transakcji bankowych lub pogaduszki rozbawionych praczek. W pracach malarzy, grafików, rysowników i rzeźbiarzy coraz częściej zaczęła pojawiać się codzienna, prozaiczna tematyka, w tym także scenki dotyczące kwestii zdrowotnych.
Niestety, sądząc po pracach plastycznych sprzed kilkuset lat, zakres ówczesnej stomatologii był mocno zawężony. Prawie nie widać na nich profilaktyki, codziennej higieny jamy ustnej, ówcześnie stosowanych (z rzadka!) metod leczenia. Na obrazach dawnych mistrzów i ich naśladowców niepodzielnie króluje ekstrakcja!